Miał być miły, przyjemny tekst o moim filmowym topie, życie jednak podsunęło mi temat zgoła inny.
Gdziekolwiek nie wejdziesz każdy podsuwa Ci myśl, że trzeba dawać druga szansę, że ludzie popełniają błędy. O ile jest to jedna szansa to jasne, jestem za, nie lubię skreślać ludzi od razu, choć szczególnie nie mam parcia do utrzymywania kontaktów z jak największą ilością ludzi- wystarczają mi moi najbliżsi i gromada zwierząt dookoła. Inna sprawa, że często tę drugą szansę dawałam w ilościach niezliczonych. Czemu? No bo każdy popełnia błędy. I tym sposobem niezliczoną ilość razy strzelała mnie cholera, gdy osoba po raz kolejny zrobiła coś za co co najwyżej mam chęć dać po mordzie. Agresja jest zła, więc po mordzie nie daję, pochodzę parę dni wkurwiona i wracam do porządku dziennego. Aż do kolejnego razu. I tak w kółko.
No i po jakimś czasie w głowie zaskoczyły mi odpowiednie trybiki. Moje nerwy są ważniejsze niż niektóre znajomości.
Miałam kiedyś "przyjaciółkę". Od prawie już dwóch lat nie zamieniamy nawet słowa. To nie tak, że czas z nią spędzony wspominam źle, bo były fajne momenty. Jednak nie muszę się teraz martwić, że jeśli nie znajdę dla niej czasu to się obrazi. Bo się nie widziałyśmy od wczoraj, a nie wspominałam, że mam inne plany. Dobra! Idź sobie gdzie chcesz, daj znać jak będziesz miała czas w końcu dla mnie! Na rzyg mnie bierze jak sobie pomyślę ile czasu to tolerowałam. Oczywiście kiedy ja potrzebowałam spotkania to czasu nie było. Za to był czas na notoryczne kłamstwa i inne szmery bajery.
Finalnie obraziła się na mnie na śmierć, za jakieś gówno. No trudno.
Dużym plusem tej znajomości było to, że nauczyłam się, że nie zawsze warto walczyć o kogoś. Jasne, są znajomości, dla których zrobię dużo, żeby je utrzymać, bo nawet w najlepszych relacjach zdarzają się jakieś spiny.
Jeśli jednak poczujecie, że ktoś może być w stosunku do was nie w porządku- odpuście. Świat się nie zawali, jeśli będziemy mieć o jedną mniej osobę w kręgu znajomych, a dla naszych nerwów zrobi to różnice. Nie tłumaczcie się, czemu tak zdecydowaliście. Dobrze jest pozbyć się ze swojego świata czynników, które mogą nam skutecznie humor psuć. Jeśli ktoś już na początku bywa niezbyt w porządku, to to się będzie powtarzać. Częściej niż myślisz.
No bo bez jaj, relacje mają nam urozmaicać życie, a nie paletę wkurwienia i nie możemy czuć się źle z tym, że przestajemy z kimś gadać.
I jeszcze jedno dodam
Bo to ważna rzecz.
Chciałbym podziękować wszystkim
Sprawiającym, że
Moje życie jest namiastką cudownego snu.
Burak niech się żółcią krztusi
No i dobrze mu.
Pozdrawiam!
czwartek, 25 czerwca 2015
niedziela, 10 maja 2015
Maj, majowo, o maju- cele, chciejstwa i trochę innych tematów
Maj cyrkuje i jest pogodowo kapryśny, ale mam za dużo do zrobienia, żeby się tym przejmować :) Miesiąc zaczął się bardzo przyjemnie, bo po obijaniu się pierwszego dnia, drugiego wyruszyliśmy posiedzieć ze znajomymi na plaży, a potem na genialny koncert Pablopavo (uwielbiamuwielbiamuwielbiam, ogólnie dziwnie się wyróżnia na tle muzyki jaką słucham, ale zalicza się do mojego TOP3 muzycznego). Z innych ciekawych aktywności tego miesiąca:
Byłam na wyjeździe terenowym w Kozienickim Parku Krajobrazowym. Łapaliśmy, ważyliśmy, mierzyliśmy (i wypuszczaliśmy z powrotem na wolność) żaby, traszki (jedna grzebieniasta!) i jaszczurki :D Taka zabawa, ale nie narzekam, było całkiem okej, choć wiem już, że kalosze raczej nie zostaną moim ulubionym butem.
Zaczęłam także praktyki studenckie w psim salonie pielęgnacji, więc przez najbliższy długi czas będę poznawać tajniki dbania o psiska oraz działania hodowli. Jaram się trochę jak głupia, ale co poradzić, jestem typową psiarą :)
Cele na ten miesiąc
Ogólnie nie będę ukrywać, że maj upłynie mi pod szyldem psim, bo ssaki te zajmą mi pewnie większość czasu, a już od lat w harmonogramie dnia są u mnie na pierwszym miejscu. Oczywiście, znajdzie się miejsce na jeszcze inne rzeczy, a przynajmniej mam taką nadzieję :D Prezentuję więc główne cele:
1.Zająć się psojem w kwestii przemieszczania się komunikacją miejską. Zresztą futro moje to temat na dłuższą notkę, którą zresztą mam w planach :)
2.Przeczytać książki szkoleniowe, które mam w domu.
3.Wyjść na dwór w sukience! To przykre, ale to dla mnie wyzwanie. Kupiłam sobie jedną i się nią zachwycam, ale w każdym dniu wynajduję jakieś cośnietaknadworze i jej nie zakładam- najczęściej oczywiście argumentem są psy...:D
4.Wyprzedać niepotrzebne rzeczy z domu- książki, ciuchy itp.
5.Przypomnieć kundlowi, że jest różnica między leżeć, a waruj, ciągle mamy z tym problem niestety :(
6.Biegać, biegać, biegać. Nawet sobie nowe buty kupiłam do biegania, ale ostatnio czas sparaliżował mi to postanowienie :(
Chciejstwa majowo-czerwcowe
1. Piękna bluza medyczna w psiaki, zakochałam się w nim totalnie. W kwestii medycznej mi się nie przyda, bo jednak siedzę na hodowli i ochronie zwierząt, ale nikt mi nie zabroni chodzić na praktyki w takim cudaku :D Dostępne tutaj <klik>, fajna alternatywa dla zwykłych jednokolorowych fartuchów :)
2. Hakuro H50, od długiego czasu nakładam podkład jakąś jajko-gąbeczką i jestem zadowolona, ale stara baba jestem i to wstyd nie spróbować z pędzlem, więc chcę!
3. Aktualna szczoteczka jest u kresu swoich dni, a owa pani ze zdjęcia jest przyjazna dla środowiska, a kosztuje około 13 zł, więc warto nie być pałką dla swojej planety i chociaż szczoteczkę wymienić na biodegradowalną ;)
4. Opowiadania Zdziśka Beksińskiego w formie papierowej. Na komputerze mam je od dawna, ale jednak co papier to papier. Kocham Beksińskich!
5. Early Sunrise z Yankee Candle, marzy mi się ten zapach od dawna i możliwe, że w przyszłym tygodniu trafi do mnie sampler. Jak znam życie, to będzie okropnie śmierdział, bo jaram się nim na nosową odległość już dość długo, a to zawsze tak jest :D
6. "Mroki" Jarosława Borszewicza, przeczytałam tyle cudownych cytatów z tej książki, że koniecznie muszę pochłonąć całość.
7. Kaganiec dla kundliszcza, najzwyklejszy, potrzeby nam będzie tylko do komunikacji miejskiej właściwie. Problemem jest znalezienie czasu, żeby dotargać psa na piechotę do zoologicznego, w którym kagańce są i można wejść z psem, bo to godzina w jedną stronę..;)
I ostatnia piękność, zasługująca na oddzielne zdjęcie:
8. Tęczusiowa obróżka z DogStyle <klik> , nie muszę tłumaczyć czemu, jest piękna :D
To by było na tyle dziś, mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca :)
A jak Wasze plany na najbliższy miesiąc? :)
Trzymajcie się ciepło :)
sobota, 25 kwietnia 2015
Co kupiłam w czasie aktualnych promocji w drogeriach?
Jestem typową kobietą i od cholery kasy przewalam na zakupy kosmetyczne, a już szczególnie kiedy mam okazję zrobić to taniej ;) zapraszam więc do przeglądu kosmetyków, które wpadły mi do koszyka przy okazji aktualnych promocji.
NATURA:
My Secret, MATT eye shadow- miałam już wcześniej cienie z tej serii i byłam z nich zadowolona, więc liczę, że z tymi będzie tak samo. Teraz wzięłam kolory stricte wiosenne, które fajnie wyglądają razem na oku. Nie wiem jeszcze jak będzie z trwałością, bo na razie użyłam ich raz i za jakieś 2h zmyłam, bo szłam spać ;)
My Secret, VOLUME plus mascara- wzięłam, bo niska cena, a chciałam zobaczyć czy brąz w tuszach jest jakoś widoczny na oku. Aplikacja jest wygodna, raczej się nie obsypuje, ale jakiegoś efektu wooow nie ma, dużej różnicy między brązem, a czernią też nie zauważam. Moje rzęsy są naturalnie długie, więc mi pasuje, bo lubię mieć je delikatnie podkreślone, ale jak ktoś ma liche rzęsy to raczej nie będzie zadowolony. Ja sobie nim utrwalam też brwi po pomalowaniu ich cieniem i w tej roli sprawdza się bardzo fajnie.
Essence, all about matt!, fixing compact powder- to moje kolejne opakowanie tego pudru, moją cerę matuje na długo, ale muszę zaznaczyć, że raczej nie mam problemu ze świeceniem. Nie bieli, ale znowu tu muszę dodać, że jestem bledziochem i może u ciemniejszej karnacji sprawa wyglądałaby inaczej. Jego minusem jest to, że strasznie się kruszy przy użytkowaniu, ale mimo to jest w mojej pudrowej czołówce.
Rimmel, Lasting Finish Lipstick by Kate Moss- mój kolor szminki to 32, ładnie się rozprowadza, nie wychodzi poza kontur ust, no i ma kolor, którego szukałam od dawna, ale jest okropnie nietrwała i ściera się przy samym mówieniu, wielka szkoda!
Catrice, Ultimate Nail Lacquer- wzięłam kolor 86 (S)wimbledon. Lakier ma fajny pędzelek, dobrą konsystencję i jedna warstwa daje już dobre krycie. Początkowo mogą się pojawiać smugi, które po chwili się zlewają. Dobrze się trzyma, a moje paznokcie to kutafon i na nich wszystko się obkrusza po chwili noszenia. Fajny cudak, polecam!
ROSSMANN:
Bourjois, 123 Perfect - kupiłam odcień najjaśniejszy, teraz jednak myślę, że będzie za ciemny, więc liczę, że chociaż nie będzie ciemniał i zużyję go jak złapię trochę opalenizny, albo do mieszanina z innym, który mam w domu i okazał się za jasny.
Bell HYPOallergenic, Anti-Redness Primer- baza na zaczerwienienia, narazie ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo użyłam dziś jej pierwszy raz, ale w przeciwieństwie do większości zielonych korektorów, po rozsmarowaniu na twarzy, zieleń znika zupełnie ;) zaczerwień też narazie nie widać, a mam go już około 6h. Zobaczę jak jeszcze się zachowa z innymi podkładami, ale zapowiada się ok.
Revlon, ColorStay- wzięłam odcień Buff i kolorem jest to strzał w dziesiątkę :)
Lovely, Gold Highlighter- ładnie wygląda na twarzy, nie jest mega złoty, raczej neutralny, jeśli się wahacie czy brać to bierzcie :)
Wibo, 4IN1 Concealer Palette- spodziewałam się bardziej tępej konsystencji, ale ta, która jest bardziej mi się podoba. Z zielonym się raczej nie dogadam, ale z resztą raczej spoko. Bardzo dobrze sobie radzi z moimi workami pod oczami, do niedoskonałości raczej niezbyt, szczególnie, że używając punktowo ciężko go stopić ze skórą. Muszę jeszcze pobawić się ciemnym beżem do konturowania, ale chyba mi się nie przyda, bo lubię wyglądać trupio :D
To tyle. Wzięłam jeszcze rozświetlacz z lovely w wersji silver dla mamy i dwa róże też dla niej. Chcę jeszcze się rozejrzeć za Healthy Mix z burżuja, ale aktualnie nigdzie nie mogę go znaleźć w najjaśniejszym odcieniu.
A Wam co się udało kupić?:)
niedziela, 19 kwietnia 2015
Zieleń się na wiosnę :)
Wiosna w tym roku się mocno opierdziela i poza chwilowymi przebłyskami ciepła- żyjemy w zimnie i ciągłej szarówce. Nawet szczególnie nie zdziwiło mnie, gdy wyjrzałam przez okno wczoraj rano i zobaczyłam padający śnieg.. ;) Dziwi mnie za to brak zieleni, drzewa dalej szaro-bure, mało co kwitnie, mam wrażenie, że w tamtym roku prezentowało się to lepiej.
Staram się jednak nie załamywać pogodą i działać, działać, działać! Poza początkiem roku, wiosna jest chyba najlepszym momentem do wprowadzenia zmian do swojego życia. Przychodzę więc z krótką propozycją rzeczy do zrobienia wiosną.
1. Zacznij biegać! Nawet, jeśli twierdzisz, że biegać nienawidzisz, bo lata szkolne wpoiły Ci, że to okropna czynność i tylko masochiści robią to dla przyjemności ;) Naprawdę da się wkręcić, a jaka satysfakcja jak się chociażby dobiegnie do autobusu bez zadyszki :D
2. Baw się z kolorem- nieważne, czy to będzie ubiór, makijaż czy włosy. W radosnych barwach nawet kwietniowa pogoda nie jest straszna :)
3. Powywalaj milion bezsensownych rzeczy, które trzymasz z sentymentu lub z pewności, że jeszcze kiedyś ich użyjesz ;)
4. Zmień coś w swoim pokoju/mieszkaniu, nawet jakieś drobne szczegóły.
5. Wyjmij rower! Jak zaczniesz teraz śmigać, to może w wakacje będziesz w formie, żeby wybrać się w jakąś dalszą podróż rowerową? :)
6. Jeśli w okolicy masz jakieś schronisko, dowiedz się czy nie potrzebują pomocy- nie dość, że się przewietrzysz i będziesz przebywać na świeżym powietrzu, to jeszcze uszczęśliwisz nawet na chwile jakieś czworo-bądźmniej-nogi :)
7. Dowiedz się czy w Twojej okolicy organizowane są spacery, mające na celu zapoznanie się z miastem- zdziwisz się ile ciekawych miejsc mijasz codziennie, nie wiedząc nic o ich historii.
8. Zasadź kiełki, polepszą wartość odżywczą i walory smakowe wiosennych dań :)
9. Zainwestuj w dobre buty- im cieplej na dworze, tym chętniej wychodzimy, więc powinno się zadbać o swoje stopy i nie wyskakiwać w trampkach na długie trasy- nogi za to podziękują! Jak nie teraz, to za jakiś czas.
10. Zadbaj o jakość myśli- jak masz się dołować, że zimno, że nie ma co robić, że pogoda zmienna, nie wiadomo jak się ubrać itp, to najlepiej od razu połóż się do trumny i czekaj na koniec tej męczarni :D Pozytywne nastawienie, kochani!
U mnie zmiany dopadły póki co kolor moich włosów i długość psich :) Moje kundlisko ma tendencje do zarastania i wyglądania jak mop do podłogi :D
A Wy macie jakieś specjalne plany na wiosnę? :) Chętnie się dowiem!
Staram się jednak nie załamywać pogodą i działać, działać, działać! Poza początkiem roku, wiosna jest chyba najlepszym momentem do wprowadzenia zmian do swojego życia. Przychodzę więc z krótką propozycją rzeczy do zrobienia wiosną.
1. Zacznij biegać! Nawet, jeśli twierdzisz, że biegać nienawidzisz, bo lata szkolne wpoiły Ci, że to okropna czynność i tylko masochiści robią to dla przyjemności ;) Naprawdę da się wkręcić, a jaka satysfakcja jak się chociażby dobiegnie do autobusu bez zadyszki :D
2. Baw się z kolorem- nieważne, czy to będzie ubiór, makijaż czy włosy. W radosnych barwach nawet kwietniowa pogoda nie jest straszna :)
3. Powywalaj milion bezsensownych rzeczy, które trzymasz z sentymentu lub z pewności, że jeszcze kiedyś ich użyjesz ;)
4. Zmień coś w swoim pokoju/mieszkaniu, nawet jakieś drobne szczegóły.
5. Wyjmij rower! Jak zaczniesz teraz śmigać, to może w wakacje będziesz w formie, żeby wybrać się w jakąś dalszą podróż rowerową? :)
6. Jeśli w okolicy masz jakieś schronisko, dowiedz się czy nie potrzebują pomocy- nie dość, że się przewietrzysz i będziesz przebywać na świeżym powietrzu, to jeszcze uszczęśliwisz nawet na chwile jakieś czworo-bądźmniej-nogi :)
7. Dowiedz się czy w Twojej okolicy organizowane są spacery, mające na celu zapoznanie się z miastem- zdziwisz się ile ciekawych miejsc mijasz codziennie, nie wiedząc nic o ich historii.
8. Zasadź kiełki, polepszą wartość odżywczą i walory smakowe wiosennych dań :)
9. Zainwestuj w dobre buty- im cieplej na dworze, tym chętniej wychodzimy, więc powinno się zadbać o swoje stopy i nie wyskakiwać w trampkach na długie trasy- nogi za to podziękują! Jak nie teraz, to za jakiś czas.
10. Zadbaj o jakość myśli- jak masz się dołować, że zimno, że nie ma co robić, że pogoda zmienna, nie wiadomo jak się ubrać itp, to najlepiej od razu połóż się do trumny i czekaj na koniec tej męczarni :D Pozytywne nastawienie, kochani!
U mnie zmiany dopadły póki co kolor moich włosów i długość psich :) Moje kundlisko ma tendencje do zarastania i wyglądania jak mop do podłogi :D
A Wy macie jakieś specjalne plany na wiosnę? :) Chętnie się dowiem!
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Zanim przytargasz szczury do domu...
Kolejny szczurzy post, ale co ja poradzę, że moje życie praktycznie kręci się wokół tych zwierzaków :) Problemem tych gryzoni jest zdecydowanie to, że ludzie rzadko kiedy postrzegają je jako bardzo wymagające zwierzaki. Potem przeglądam serwisy z ogłoszeniami i trafiam na ogłoszenia pt. "oddam szczura z dużą klatką', bo nietowarzyski, bo agresywny, bo się znudził. Oczywiście "duża klatka" wymiarami nadawałaby się może dla zwierzaka rozmiarów muchy. Ludziom często się wydaje, że to takie proste w obsłudze stworzenie, które w dodatku od pierwszego dnia w nowym domu, będzie ich najlepszym przyjacielem. Zbierzmy więc w punkty parę faktów, o których przyszły właściciel powinien wiedzieć.
1. Szczury są zwierzętami silnie stadnymi, więc konieczne jest przygarnięcie dwóch tej samej płci albo wykastrowanych osobników. Nie, człowiek nie zastąpi szczurowi kompana, nawet jeśli będzie z nim siedział 24h/dobę. I nie, niewykastrowany samiec z niewykastrowaną samiczką nie mogą się 'odwiedzać' na wybiegu- zapłodnienie to sekunda. Jeśli nie możesz mieć dwóch szczurów, nie bierz żadnego.
Osobiście jednak przychylam się do opcji trzech szczurów jako niezbędne minimum, chociażby dlatego, że trudno dwa szczury nazwać stadem ;)
2. Minimalne wymiary klatki dla dwójki wynoszą: 70x40x60, więc nie takie hop-siup, jeśli chodzi o umieszczenie jej w pokoju. Ważne jest też umeblowanie- nawet duża klatka z trzema pięterkami na krzyż będzie dla szczurów za mała, bo szczur nie będzie miał jak z tej przestrzeni korzystać. Poleca się wszelkie hamaki*, półki, koszyki, sputniki, rury, kartony itp. Im więcej tym lepiej :)
*nie trzeba od razu kupować zestawu szytych mebelków, u naszych szczurów jako hamaczki służą pocięte koce polarowe (około dychy w auchanie, realu), albo jakieś stare ubrania- ogranicza Cię w tej kwestii tylko wyobraźnia :)
3. Nie kupuj, adoptuj! Chyba, że z zarejestrowanej hodowli. Podpowiedź: zarejestrowane hodowle raczej nie ogłaszają się na olx jako hodowla domowa;) nie daj się naciąć na pseudo. Ten sam szajs co zoologik. Warunki w zwierzęcych hurtowniach wołają o pomstę do nieba, nie wspieraj tego interesu.
4. Szczury potrzebują codziennych wybiegów. Duża klatka wybiegu im nie zastąpi ;) Szczury mają duże potrzeby poznawcze, są strasznie ciekawskie, więc długie wybiegi są potrzebne, żeby mieć szczęśliwe ogony.
5. Nie, szczurom nie są potrzebne spacery na dworze. Nie ma co o tym dyskutować, to tylko stresuje zwierzaka.
6. Szczury to worek bez dna jeśli chodzi o wydatki. O ile wykarmić dzieciarnię można całkiem tanio (polecam Vilmie z zooplusa- 10 kg za około 70 zł, a karma dobra), to w przypadku ewentualnej choroby generują nieraz ogromne koszta. Zastanów się, czy będzie Cię stać na wyłożenie nagle paru stówek, szczególne, że u szczurów potrzebna jest super szybka reakcja jak zaczną chorować. My w styczniu za leczenie zapłaciliśmy około tysiąca w tydzień, a dużo osób z szczurzych grup* wydało często jeszcze więcej. W dodatku szczury to bardzo chorowite zwierzęta.
7.*Szczurze grupy na fb to kopalnia wiedzy, tak samo jak wszelkie fora. Warto tam siedzieć.
8. Zorientuj się, czy w okolicy przyjmuje jakiś weterynarz znający się na gryzoniach- jeśli jesteś z Warszawy polecam Pulsvet.
To tyle jeśli chodzi o szczurze podstawy. W praniu wychodzi jeszcze więcej fantów. Jak chociażby to, że szczury uczą nowego poczucia estetyki- pogryzione jest piękne ;)
Jeśli ktoś miałby jakieś pytania, wątpliwości- pytajcie, chętnie odpowiem :)
4. Szczury potrzebują codziennych wybiegów. Duża klatka wybiegu im nie zastąpi ;) Szczury mają duże potrzeby poznawcze, są strasznie ciekawskie, więc długie wybiegi są potrzebne, żeby mieć szczęśliwe ogony.
5. Nie, szczurom nie są potrzebne spacery na dworze. Nie ma co o tym dyskutować, to tylko stresuje zwierzaka.
6. Szczury to worek bez dna jeśli chodzi o wydatki. O ile wykarmić dzieciarnię można całkiem tanio (polecam Vilmie z zooplusa- 10 kg za około 70 zł, a karma dobra), to w przypadku ewentualnej choroby generują nieraz ogromne koszta. Zastanów się, czy będzie Cię stać na wyłożenie nagle paru stówek, szczególne, że u szczurów potrzebna jest super szybka reakcja jak zaczną chorować. My w styczniu za leczenie zapłaciliśmy około tysiąca w tydzień, a dużo osób z szczurzych grup* wydało często jeszcze więcej. W dodatku szczury to bardzo chorowite zwierzęta.
7.*Szczurze grupy na fb to kopalnia wiedzy, tak samo jak wszelkie fora. Warto tam siedzieć.
8. Zorientuj się, czy w okolicy przyjmuje jakiś weterynarz znający się na gryzoniach- jeśli jesteś z Warszawy polecam Pulsvet.
To tyle jeśli chodzi o szczurze podstawy. W praniu wychodzi jeszcze więcej fantów. Jak chociażby to, że szczury uczą nowego poczucia estetyki- pogryzione jest piękne ;)
Jeśli ktoś miałby jakieś pytania, wątpliwości- pytajcie, chętnie odpowiem :)
niedziela, 5 kwietnia 2015
Prosty sposób na trzymanie się swoich celów i nie rzucenie ich w cholerę
W tym roku przy zakupach szkolnych -jestem studentką, a zeszytowo-pisakowo obkupiłam się jakbym zaczynała podstawówkę ;)- wpadł mi w ręce duży zeszyt w kolorowe pasy i od razu postanowiłam, że przeznaczę go na jakieś ważne dla mnie sprawy. Został więc moim małym pomocnikiem w dążeniu do celów. Pierwsze strony poświęcone są na spis rzeczy, które chcę dokonać- wszystko kolorowymi cienkopisami, żeby nastrajało mnie pozytywnie :) W dalszej części każdy podpunkt ze spisu ma swoją stronę, na której zapisany jest on i kroki, które muszę przedsięwziąć, by zrealizować swój cel- a po realizacji dopisuję datę wykonania, ewentualnie dołączam zdjęcie.
Polecam spisywanie swoich postanowień, łatwiej się dąży do czegoś co ma się na piśmie, bo trudno się wykręcić, że chciało się to zrobić :)
Przechodząc do tego, co zapowiada tytuł: Często porzucamy cele, bo minął miesiąc, dwa, trzy, pół roku itd., a my nie zrobiliśmy zupełnie nic. Denerwujemy się, że nie możemy się zmotywować, nie możemy znaleźć czasu, a tyłek nadal wielki, nowy język nie zaczęty, a na samochód odłożone całe trzy dyszki. Bądź -wręcz przeciwnie- zapierdzielasz jak dzik, a cel jakby się oddala. Wyluzuj. Odłóż to. Nie zrobisz tego dziś, jutro też jest dzień. Nie musisz tego w sumie robić nawet w tym roku, czy w następnym. Założeniem mojego sposobu jest bezterminowość postanowień. Nigdzie nie mam wskazane, że tłuszcz muszę spalić do wakacji, więc nie będę mieć do siebie wyrzutów, jeśli w lipcu wyskoczę z galaretką na brzuchu, mogę się zabrać za sadło w zimę ;) Nie wkurzam się, jeśli w danym miesiącu do mojej psiej skarbonki nie dorzucę części kasy na mojego BC- dorzucę więcej w przyszłym miesiącu. Nie czując na sobie presji czasu, nie rzucam postanowienia w cholerę, jeśli jestem w połowie drogi, a czas mi się kończy. Bo nie zdążę, co teraz, nie ma sensu zabierać się za cokolwiek, bo nigdy nie zdążę zrobić tego na czas. Czas to okropne ograniczenie. To tak, jak wtedy, gdy w szkole pisało się test, a nauczyciel wisiał nad Ci nad głową i gapił się w kartkę. Presja zatrzymuje działanie.
Odkąd postanowienia robię 'na najbliższy czas'/'zbliżające się lata' realizuję ich o wiele więcej. Co chwilę skreślam kolejną pozycję w moim spisie, to motywuję do dalszego działania. Działam, bo chcę, bo lubię i nie muszę mieć sobie za złe, kiedy nie chcę ;)
A jakie są wasze sposoby na sprawną realizację postanowień?:)
niedziela, 29 marca 2015
Sezon rowerowy czas zacząć!
Kocham sezon rowerowy! Słońce, zieleń, słuchawki na uszach i w drogę :) Oczywiście dobre towarzystwo też jest świetne, ale osobiście lubię się czasem urwać na rower sama, chociażby do lasu ze zdjęcia niżej :) Dzisiaj też szykuję się z chłopakiem na rowerową wycieczkę, może tym razem uda mi się dotrzeć na miejsce katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim w Warszawie, ostatnim razem niestety się zgubiłam ;) Zanim jednak wyturlam się z domu, chciałabym poruszyć parę (dość oczywistych, aczkolwiek ciągle olewanych..) spraw, które ułatwią życie wszystkim w okół :)
1. Pamiętajmy, kochani, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny!
2. Chodnik dla pieszych, ścieżka rowerowa dla rowerów.
Niby proste, ale masa ludzi chodzi we własnym świecie, drepcząc radośnie po złej ścieżce, burząc się jednocześnie, jak zadzwoni się na nich dzwonkiem ;) Dodam jeszcze, że to, że masz kółka nie oznacza, że jesteś rowerem. O ile ludzi na hulajnodze, rolkach czy desce rozumiem na rowerowej, to kobiety z wózkiem mnie strasznie dziwią. No, ale cóż.
3. Rowerzysto jadący w grupie znajomych! Ścieżka nie jest tylko dla Was, są też inni rowerzyści i jeśli chcecie jechać obok siebie to należałoby ogarniać czy przypadkiem ktoś nie chce przejechać ścieżką, jadąc z naprzeciwka. Osobiście mam ochotę ubić również ludzi rozwalonych na całą rowerową, jadących tempem wolniejszym od mojego chodzenia i bez zamiaru zjechania, kiedy muszę ich wyprzedzić. Nawiasem- szacun! Ja jadąc tak wolno mam okropne problemu z utrzymaniem równowagi.
4. Błagam, jeśli ktoś szybciej jadący Cię wyprzedzi, ale zrównacie się czekając na zielone światło, to nie pchaj się znowu przed tę osobę.
5. Kolejna oczywistość, ale przypominam o oświetleniu roweru! Naprawdę, nie jest łatwo szybko dostrzeć rower, nawet jak jest szarówka.
To takie podstawy, ale stosujmy się do nich i każdemu będzie się lepiej poruszało po mieście. Ok, ja uciekam na rower :)
A co Wam najbardziej przeszkadza w ruchu rowerowym?
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















